91滴滴

Laureat Nagrody Kotarbi艅skiego o swoich zmaganiach z "Ulissesem"

鈥炁伱砫藕 Ulissesa鈥 Macieja 艢wierkockiego, uznana za najlepsz膮 prac臋 z zakresu nauk humanistycznych w Polsce w VIII edycji Konkursu im. I Rektora U艁 Prof. Tadeusza Kotarbi艅skiego, powstawa艂a r贸wnolegle z trwaj膮cym ponad 7 lat procesem t艂umaczenia przez 艢wierkockiego "Ulissesa" Jamesa Joyce'a. Zdaniem Kapitu艂y Nagrody, 鈥炁伱砫藕 Ulissesa鈥 to ksi膮偶ka wybitna. Stanowi swoisty dziennik t艂umacza, rejestruj膮cy trudny proces translatorski, a jednocze艣nie jest przewodnikiem prowadz膮cym czytelnika przez dzie艂o Joyce'a, towarzysz膮cym mu w lekturze.

Dzie艅 po uhonorowaniu dra 艢wierkockiego, absolwenta i by艂ego wyk艂adowcy Uniwersytetu 艁贸dzkiego, nagrod膮 im. prof. Kotarbi艅skiego przypominamy rozmow臋 o tytanicznej pracy t艂umacza, jak膮 w pa藕dzierniku 2021 roku przeprowadzi艂 z dzisiejszym laureatem redaktor 艁ukasz Kaczy艅ski.

Opublikowano: 30 stycznia 2023
Maciej 艢wierkocki siedz膮cy na fotelu pozuj膮cy do zdj臋cia.

Fot. Joanna Glodek / dzi臋ki uprzejmo艣ci Festiwalu Puls Literatury w 艁odzi

Czasem musia艂em nie s艂ucha膰, zatyka膰 uszy, by nie da膰 si臋 zwie艣膰 syreniemu 艣piewowi opowiadacza (nies艂ysz膮cy t艂umacz to dosy膰 rzadkie stworzenie, historia zna jednak g艂uchych kompozytor贸w) - Maciej 艢wierkocki

Je艣li przyj膮膰, 偶e James Joyce gada wszystkimi j臋zykami poza w艂asnym 鈥 to znaczy, 偶e nie wiadomo, w kt贸rym miejscu w powie艣ci wypowiada si臋 od siebie 鈥 to dzieje si臋 tak, bo "Ulisses" kieruje si臋 przeciw autorytetom (i autorytaryzmom), w tym tak偶e przeciw autorytetowi autora. Na tym polega demokratyzm "Ulissesa". Tak Jerzy Jarniewicz, poeta, t艂umacz literatury i wyk艂adowca Uniwersytetu 艁贸dzkiego, skomentowa艂 niedawny szkic Micha艂a Paw艂a Markowskiego o 鈥濽lissesie鈥 w 鈥濪wutygodniku鈥. A jak to wygl膮da z pozycji t艂umacza tej powie艣ci: jak taki autor, kt贸ry zrzeka si臋 niejako swojego prymatu, wp艂ywa艂 na Twoj膮 prac臋? I jak na tle innych powie艣ci i strategii pisarskich innych autor贸w, kt贸rych dzie艂a spolszczy艂e艣, ma si臋 taki w艂a艣nie 鈥濽lisses鈥?

Przede wszystkim nale偶y zauwa偶y膰, 偶e opinia Markowskiego nie jest ani troch臋 oryginalna, ani nowa, a zatem on sam mo偶e jedynie udawa膰, 偶e wyg艂asza j膮 w pe艂ni w艂asnym g艂osem. Niech臋tni Joyce鈥檕wi krytycy od dawna szermuj膮 podobnymi argumentami, twierdz膮c w istocie, 偶e JJ jest pozbawiony w艂asnego stylu, j臋zyka, przynajmniej w 鈥濽lissesie鈥, gdzie z ich punktu widzenia autor odgrywa rol臋 kogo艣 w rodzaju papugi, uciesznie na艣laduj膮cej g艂osy cudze. Inni znawcy powiadaj膮 jednak, 偶e sprawno艣膰 warsztatowa, czyli mi臋dzy innymi umiej臋tno艣膰 m贸wienia cudzymi g艂osami, to podstawowy warunek, umo偶liwiaj膮cy pisarzowi uprawianie swojego zawodu, trudno zatem czyni膰 mu z tego zarzut 鈥 a polifoniczno艣膰 鈥濽lissesa鈥 nie wynika wszak st膮d, 偶e jego autor cierpi na niemot臋, lecz st膮d, 偶e literatura, jak wydaje si臋 j膮 pojmowa膰 i przedstawia膰 Joyce, jest wie偶膮 Babel, on za艣, niczym nawiedzony aposto艂, nios膮cy S艂owo poganom, 鈥瀖贸wi j臋zykami鈥 鈥 i w艂a艣nie mi臋dzy innymi na tym polega indywidualny styl, g艂os, stygmat pisarza. 

Droga wiod膮ca od realistycznych, miejscami jeszcze mocno Ibsenowskich  鈥濪ubli艅czyk贸w鈥, przez m艂odzie艅czo buntowniczy i ju偶 znacznie mniej stereotypowy j臋zykowo 鈥濸ortret artysty w wieku m艂odzie艅czym鈥, zapowiadaj膮cy miejscami stylistyczny, leksykalny i metafikcyjny przewr贸t 鈥濽lissesa鈥, kt贸ry stanowi z kolei co艣 w rodzaju rzeki, wpadaj膮cej p贸藕niej do oceanu s艂贸w 鈥濬innegan贸w trenu鈥, zbudowanego z niemal wszystkich j臋zyk贸w  naturalnych, jest bardzo wyrazista. Trudno chyba znale藕膰 w XX wieku tw贸rc臋 literatury, kt贸ry staranniej i bardziej konsekwentnie szlifowa艂by sobie sw贸j odr臋bny g艂os. W czasach, kiedy ukaza艂y si臋 鈥濽lisses鈥 i  鈥濬innegan贸w tren鈥, j臋zykowo i stylistycznie raczej nie mo偶na by艂o pomyli膰 tych powie艣ci z innymi.   

To, 偶e nie wiadomo, gdzie Joyce w 鈥濽lissesie鈥 wypowiada si臋 鈥瀘d siebie鈥 (a jak rozumiem, chodzi tu na przyk艂ad o jego pogl膮dy), jest jedn膮 z konsekwencji takiej w艂a艣nie wieloj臋zykowej formy wypowiedzi. Istnieje w teorii literatura koncepcja tak zwanego narratora ukrytego i Joyce niezwykle zr臋cznie j膮 realizuje 鈥 oczywi艣cie, demokratyzuj膮c w ten spos贸b swoj膮 powie艣膰, czyni膮c j膮 antyautorytarn膮 i po swojemu wyprzedzaj膮c na przyk艂ad J.L. Borgesa, kt贸ry zaproponowa艂 kiedy艣, 偶eby literatur臋 wydawa膰 anonimowo 鈥 pozbawi膰 j膮 w og贸le autora, a co za tym idzie, uczyni膰 jego pogl膮dy jakby niczyimi. Narrator to oczywi艣cie nie to samo, co autor, a w dziele literackim obcujemy wy艂膮cznie z narratorem, z kt贸rym nie da si臋 ju偶 jednak pogaw臋dzi膰 przy kawie 鈥 w przeciwie艅stwie do autora, o ile jeszcze 偶yje 鈥 albo przeprosi膰 go za niesprawiedliwy os膮d.

W ka偶dym razie uwa偶am, 偶e osobiste, a na potrzeby literatury mniej lub bardziej zmodyfikowane pogl膮dy Joyce鈥檃 wypowiadaj膮 w powie艣ci bardzo r贸偶ne g艂osy i postaci, r贸偶nymi j臋zykami, i 偶e jest to bardzo sprytne, gdy偶 po Odyseuszowemu pomy艣lane. Narrator贸w w 鈥濽lissesie鈥 mo偶e jest osiemnastu (tylu, ile rozdzia艂贸w), mo偶e tylko jeden, ale wypowiadaj膮cy si臋 na osiemna艣cie r贸偶nych sposob贸w, a mo偶e narracja (przynajmniej gdzieniegdzie) opowiada si臋 sama, jak chyba z pewn膮 przesad膮 utrzymuj膮 niekt贸rzy badacze. Autor skutecznie chowa si臋 za swoj膮 kreacj膮, troch臋 jak Pan B贸g za swoj膮, bo wida膰 nie chce by膰 w niej identyfikowany z pojedynczym g艂osem czy 艣wiatopogl膮dem 鈥 i to te偶 bodaj wyr贸偶nia艂o Joyce鈥檃 spo艣r贸d wi臋kszo艣ci pisarzy jego epoki. 

Z mojej pozycji, pozycji t艂umacza, niczego taki chwyt natomiast nie zmienia艂, bo autor mo偶e i zrzeka艂 si臋 prymatu, ale ja przek艂ada艂em najpierw nie tyle autora, ile wypowiedzi narrator贸w kolejnych rozdzia艂贸w i nimi si臋 kierowa艂em, to ich musia艂em s艂ucha膰 鈥 rzecz jasna pami臋taj膮c, 偶e uruchamia je Joyce 鈥  a czasem i nie s艂ucha膰, zatyka膰 uszy woskiem, by nie da膰 si臋 zwie艣膰 syreniemu 艣piewowi opowiadacza (nies艂ysz膮cy t艂umacz to dosy膰 rzadkie stworzenie, historia zna jednak g艂uchych kompozytor贸w). Wielo艣膰 g艂os贸w, rejestr贸w, styl贸w i j臋zyk贸w stanowi niew膮tpliwie w 鈥濽lissesie鈥 jedno z powa偶niejszych wyzwa艅 przek艂adowych, bo w ma艂o kt贸rym utworze prozatorskim ka偶dy rozdzia艂 pisany jest inaczej 鈥 chocia偶 w literaturze wsp贸艂czesnej nie jest to ju偶 tak偶e wielkie novum. Nie potrzeba zreszt膮 a偶 tak znacznego rozmno偶enia wspomnianych element贸w, 偶eby przyprawi膰 t艂umacza o b贸l g艂owy; na przyk艂ad Conrad w艂a艣ciwie wszystkie swoje powie艣ci napisa艂 jednorodnym stylem i j臋zykiem, ale za to tak piekielnie trudnym, 偶e chwilami wola艂em t艂umaczy膰 Joyce鈥檃. 

T艂umaczowi niby niczego nie wolno, ale wszystko mo偶e - Maciej 艢wierkocki

Zastanawiam si臋 nad wielo艣ci膮 藕r贸de艂, do kt贸rych musia艂e艣 mie膰 d艂u偶szy lub sta艂y dost臋p pracuj膮c nad tekstem 鈥 literatura na temat Joyce鈥檃 i 鈥濽lissesa鈥 bardzo rozros艂a si臋 od czasu, gdy p贸艂 wieku temu sw贸j przek艂ad przygotowywa艂 Maciej  S艂omczy艅ski. Odbiera艂e艣 to jako obci膮偶enie, bo niejako wi臋cej oczu na Ciebie teraz patrzy i b臋dzie sprawdza膰 efekt, czy jako pomocne narz臋dzie, kt贸re rozja艣nia drog臋? 

Z jednej strony by艂o to obci膮偶enie 鈥 chocia偶 nie tyle mo偶e w postaci czujnych Argusowych oczu, ile dos艂ownie dziesi膮tk贸w kilogram贸w czy metr贸w sze艣ciennych lektur, kt贸re musia艂em przerzuci膰 鈥 a z drugiej oczywi艣cie u艂atwienie, bo taki kwerendowo-badawczy fedrunek u艂atwia艂 potem robot臋 przek艂adow膮. Astronomiczna liczba ksi膮偶ek i artyku艂贸w na temat 鈥濽lissesa鈥 nie karmi艂a jednak specjalnie moich obaw przed konfrontacj膮 z odbiorcami. Ba艂bym si臋 jej tak samo bez wzgl臋du na mnogo艣膰 鈥瀞tra偶nik贸w piecz臋ci鈥 Joyce鈥檃 i jego przeciwnik贸w, stara艂em si臋 wi臋c po prostu wykona膰 zamierzone zadanie jak najlepiej, tak samo, jak gdyby jedynym czytelnikiem nowego przek艂adu mia艂bym by膰 ja sam. 

Strony kt贸rych z tych artyku艂贸w lub ksi膮偶ek najbardziej wytar艂e艣, zu偶y艂e艣, przez cz臋ste do nich powroty?

Mo偶na si臋 tego pewnie domy艣le膰 na podstawie 鈥炁乷dzi Ulissesa鈥 鈥 m贸j 鈥濽lysses Annotated鈥 Dona Gifforda i Roberta Seidmana w艂a艣ciwie ca艂kowicie si臋 rozsypa艂, podobnie jak 鈥濼he New Bloomsday Book鈥 Harry鈥檈go Blamiresa, a tak偶e polskie przek艂ady 鈥濷dysei鈥. Z wielu tekst贸w korzysta艂em online, nie poczyni艂em wi臋c w nich wi臋kszych zniszcze艅, ale w艂a艣ciwie nie mam ju偶 te偶 ani jednego sprawnego egzemplarza samego 鈥濽lissesa鈥 w oryginale. Korzysta艂em z trzech jego r贸偶nych edycji i wszystkie si臋 rozpadaj膮, s膮 pokryte notatkami, poklejone, s艂owem: nie do u偶ytku. B臋d臋 musia艂 sprawi膰 sobie czwart膮 kopi臋鈥 

Czy tak d艂ugi, bo siedmioletni czas pracy nad konkretnym tekstem sprawi艂, 偶e czu艂e艣, i偶 zaczynasz m贸wi膰 Joycem? Albo swoim przek艂adem Joyce鈥檃? Co艣 zostaje w t艂umaczu z j臋zyka t艂umaczonego pisarza? Ten j臋zyk dokonuje przej臋cia twojego j臋zyka lub sposobu m贸wienia? Pytam troch臋 naiwnie, ale np. w wierszach os贸b, kt贸re znam, s艂ysz臋 ich spos贸b m贸wienia w 鈥瀋odzienno艣ci鈥. Podobnie w niekt贸rych fragmentach, akapitach czy dialogach nowego przek艂adu 鈥濽lissesa鈥 s艂ysz臋 tw贸j g艂os. Postawi艂bym tez臋, 偶e najbardziej 鈥 w przypadku polimorficzno艣ci j臋zyka tej powie艣ci 鈥 w interpunkcji i intonacji. Ale mo偶e b艂膮dz臋?

Nawet je艣li b艂膮dzisz, a mniemam, 偶e nie za bardzo, to znacznie istotniejsze jest na pewno to, 偶e my艣lisz, twoje pytanie jest bowiem zasadne i wa偶kie. Pewnie, 偶e tak 鈥 ci膮gle jeszcze czasem m贸wi臋 (bo znacznie rzadziej pisz臋) Joycem i swoim przek艂adem, zazwyczaj odruchowo. Chyba zawsze tak jest, gdy kto艣 d艂ugo i intensywnie pracuje nad jakim艣 tekstem, niekoniecznie zreszt膮 tylko t艂umaczeniowo. I tak, te wp艂ywy dzia艂aj膮 chyba w obie strony, to ca艂kiem naturalne 鈥 w t艂umaczu czy pisarzu pozostaj膮 艣lady j臋zyka innych pisarzy i t艂umaczy i zostaj膮 potem wykorzystane, 艣wiadomie b膮d藕 pod艣wiadomie, w dalszej pracy literackiej, bo literatura w moim przekonaniu to w艂a艣ciwie jedno wielkie zapo偶yczenie 鈥  wszyscy tu od siebie co艣 kradniemy. W przek艂adach zatem z pewno艣ci膮 obok g艂os贸w autor贸w s艂ycha膰 te偶 g艂osy t艂umaczy. Wydaje mi si臋, 偶e nie ma ani sposobu, ani najmniejszej potrzeby, 偶eby si臋 ich na si艂臋 z przek艂ad贸w pozbywa膰, chocia偶 s艂yszy si臋 czasem takie postulaty, 偶e t艂umacz powinien pozostawa膰 ca艂kiem przezroczysty, 偶e w og贸le nie powinno go by膰 wida膰. 

Spe艂nienie tego 偶膮dania wydaje mi si臋 zar贸wno niepotrzebne, jak i niemo偶liwe, bo ka偶dy t艂umacz jest indywidualno艣ci膮 i osobowo艣ci膮, ma w艂asny g艂os, idiolekt, styl, wykszta艂cenie i tak dalej, a wreszcie w艂asn膮, prywatn膮 koncepcj臋 danego przek艂adu, r贸偶ni膮c膮 si臋 od innych, jak zatem mia艂oby go/jej nie by膰 wida膰? Przek艂ad ca艂kowicie transparentny by艂by maszynowy, wyzuty z wszelkich emocji i cech osobniczych, pozbawiony swojej differentia specifica, a zatem w艂a艣ciwie martwy. Ale nie chodzi tu oczywi艣cie o to, 偶e t艂umacz m贸wi czy mia艂by m贸wi膰 co innego ni偶 autor, 偶e jako艣 go oszukuje, a przez to i czytelnika: ja przecie偶 ze wszystkich si艂 鈥瀗a艣laduj臋鈥 Joyce鈥檃 i staj臋 na g艂owie, by w miar臋 najlojalniej przekaza膰 jego my艣l, j臋zyk, form臋, tre艣膰 i tak dalej. Robi臋 to jednak swoim 鈥 na najg艂臋bszym poziomie 鈥 j臋zykiem, swoj膮 form膮 i my艣l膮, to znaczy na w艂asny spos贸b i pod艂ug swojej koncepcji, interpretacji, strategii, si艂膮 rzeczy naruszam wi臋c tak偶e tre艣膰.

Poza tym pisz臋 po polsku, a przecie偶 polszczyzna, jak ka偶dy j臋zyk inny ni偶 orygina艂u, z samej swojej istoty wprawia w ruch nieco inne czy dodatkowe skojarzenia, sensy, desygnaty albo konotacje, zawsze wprowadza wi臋c do t艂umaczenia r贸偶nice albo jeszcze lepiej, Derridia艅skie 鈥瀝贸偶nie鈥. Je艣li idzie natomiast konkretnie o interpunkcj臋 nowego 鈥濽lissesa鈥, to jest ona wypadkow膮 pracy t艂umacza i redaktora, wi臋c tam na pewno faktycznie troch臋 mnie s艂ycha膰, intonacja jednak, mam nadziej臋, pochodzi g艂贸wnie od Joyce鈥檃. Poza bardzo nielicznymi wyj膮tkami nie o艣mieli艂bym si臋 podkre艣li膰 w tek艣cie intonacyjnie czego艣, czego moim zdaniem nie podkre艣li艂 Joyce. O wiele cz臋艣ciej ni偶 w intonacji s艂ycha膰 mnie wi臋c w idiomatyce, w kalamburach, w s艂ownictwie. 

Nawiasem m贸wi膮c, istnieje takie wydanie 鈥濽lissesa鈥, w kt贸rym redaktor celowo uzupe艂ni艂 znaki interpunkcyjne wsz臋dzie tam, gdzie jego zdaniem powinny by艂y si臋 znale藕膰 zgodnie z przyj臋tymi regu艂ami stosowania znak贸w przestankowych w angielszczy藕nie. Mo偶na uzna膰 taki krok za dziwactwo, ja jednak uwa偶am go za ciekaw膮 pr贸b臋 nowej, swoistej interpretacji 鈥濽lissesa鈥.  

W przek艂adach z pewno艣ci膮 obok g艂os贸w autor贸w s艂ycha膰 te偶 g艂osy t艂umaczy. Wydaje mi si臋, 偶e nie ma ani sposobu, ani najmniejszej potrzeby, 偶eby si臋 ich na si艂臋 z przek艂ad贸w pozbywa膰, chocia偶 s艂yszy si臋 czasem takie postulaty, 偶e t艂umacz powinien pozostawa膰 przezroczysty - Maciej 艢wierkocki

Badacze literatury, 偶ycia konkretnych pisarzy, podr贸偶uj膮 cz臋sto do miejsc z nimi zwi膮zanych, do miejsc zwi膮zanych z dzie艂ami literackimi. Ty r贸wnie偶 odby艂e艣 wielokrotne wyprawy 艣ladami Joyce鈥檃 鈥 do Triestu, Pary偶a, Zurychu, Dublina, do Sz茅kesfeh茅rv谩r na W臋grzech, sk膮d pochodzi艂 ojciec powie艣ciowego Blooma. Czym dla Ciebie s膮 te podr贸偶e? Co Ci da艂y? 

By艂y dla mnie przede wszystkim moralnym obowi膮zkiem wobec samego siebie i 鈥濽lissesa鈥, a poza tym pozwoli艂y mi bezpo艣rednio pozna膰 i zobaczy膰 t艂o, na kt贸rym powstawa艂a powie艣膰, zg艂臋bi膰 jej biografistyczny i geograficzny kontekst. Nie jestem pewien, czy dzi臋ki takim wycieczkom mo偶na lepiej pisa膰, ale znaj膮c bliskie Joyce鈥檕wi europejskie miasta, na pewno czu艂em si臋 swobodniej i pewniej, wspominaj膮c je w 鈥炁乷dzi Ulissesa鈥 czy t艂umacz膮c ksi膮偶k臋. Przyznam si臋 tak偶e jednak, 偶e zw艂aszcza wizyty w Zurychu, a szczeg贸lnie pobyt na grobie pisarza, nios艂y ze sob膮 co艣 z prze偶ycia po trosze mistycznego, chocia偶 nie wierz臋 w 偶ycie pozagrobowe ani mo偶liwo艣膰 porozumiewania si臋 z umar艂ymi. Wierz臋 jednak w prawo zachowania energii, a tak偶e w czysto fizyczn膮, kosmiczn膮, kwantow膮 鈥 czy jak j膮 inaczej nazwa膰: zakonserwowan膮 w 艣wiecie? 鈥 energi臋 miejsc i przedmiot贸w, nawet po bardzo wielu latach wci膮偶 dost臋pn膮 nap臋dzanej wyobra藕ni膮 i emocjami ludzkiej wra偶liwo艣ci, a zatem w mo偶liwo艣膰 ponadzmys艂owej i pozarozumowej komunii z osob膮, kt贸ra przebywa艂a w danych miejscach albo dotyka艂a danych przedmiot贸w.

Nie chcia艂bym zabrzmie膰 niczym 鈥瀢r贸偶bita Maciej鈥, poniewa偶 nim nie jestem, ale stoj膮c i siedz膮c przy mogile faceta, kt贸remu po艣wi臋ci艂em kawa艂 偶ycia, wzruszy艂em si臋, zacz膮艂em z nim w duchu rozmawia膰 na ten temat, tak jak rozmawiam czasem na cmentarzu z rodzicami, czyli szczerze 鈥 mimo 偶e raczej nie uda艂o mi si臋 polubi膰 Joyce鈥檃 jako cz艂owieka 鈥 ale bez 偶adnych z艂udze艅, 偶e kto艣 mnie s艂yszy albo si臋 do mnie odezwie, daj膮c mi na przyk艂ad jaki艣 znak. Tego typu zachowanie to prosty obronny mechanizm psychologiczny, konfesyjna pr贸ba samooczyszczenia i zado艣膰uczynienia, a tak偶e atawistyczna ch臋膰 zachowania ci膮g艂o艣ci kontaktu z plemiennymi przodkami. I taka 鈥瀝ozmowa鈥 by艂a mi wida膰 niezb臋dna dla higieny psychicznej, aby usprawiedliwi膰 si臋 przed samym sob膮 z tego, 偶e o艣mieli艂em si臋 dotkn膮膰 literackiej 艣wi臋to艣ci, podj膮艂em pr贸b臋 dokonania czego艣 niemo偶liwego (irlandzki znawca Joyce鈥檃, profesor Fran O鈥橰ourke, powiedzia艂 mi kilka lat temu: 鈥瀁ou鈥檙e attempting the impossible!鈥) i po艣wi臋ci艂em siedem lat 偶ycia na co艣, co je艣li jest potrzebne, to chyba najwy偶ej skromniutkiej garstce os贸b. 

A dodatkow膮 premi膮 tych wypraw by艂o to, 偶e pozna艂em wielu ciekawych ludzi, jak Fritz Senn, dyrektor zuryskiego James Joyce Centre, czy Erik Andersson, szwedzki t艂umacz 鈥濽lissesa鈥, nie licz膮c co najmniej kilkunastu innych wybitnych t艂umaczy ze wszystkich kraj贸w 艣wiata, od Ukrainy przez S艂oweni臋, Hiszpani臋, Niemcy czy Grecj臋 a偶 po Argentyn臋 i Kore臋 鈥 Po艂udniow膮, rzecz jasna.  

Nie dorobi艂em si臋 swojej teorii przek艂adu i na pewno ku uldze wielu teoretyk贸w nie zamierzam si臋 ni膮 zajmowa膰 w przysz艂o艣ci 鈥 a gdybym si臋 nawet zaj膮艂, to by艂aby to najpewniej teoria wyj膮tk贸w. Pracuj膮c nad 鈥濽lissesem鈥 przekona艂em si臋 ju偶 jednoznacznie, 偶e na p艂aszczy藕nie literackiej nie ma takiego przykazania z 鈥瀌ekalogu t艂umacza鈥, kt贸rego bym w t艂umaczeniu nie naruszy艂, nie wy艂膮czaj膮c sz贸steg - Maciej 艢wierkocki

Gdy cztery lata temu rozmawiali艣my na potrzeby wywiadu w miesi臋czniku 鈥濷dra鈥, przedstawia艂e艣 siebie jako praktyka przek艂adu, dystansowa艂e艣 si臋 wobec teorii i filozofii przek艂adu, je艣li ju偶, to bli偶szy mia艂 by膰 ci dekalog t艂umacza Anny Wasilewskiej. Czy dzi臋ki 鈥濽lissesowi鈥 dorobi艂e艣 si臋 czego艣, co mo偶na by nazwa膰 w艂asn膮 teori膮 przek艂adu? Zweryfikowa艂e艣 鈥瀙rzykazania鈥, kt贸rym by艂e艣 wcze艣niej wierny? 

Teori臋 i filozofi臋 przek艂adu, zw艂aszcza literackiego, uwa偶am za dyscypliny niezwykle interesuj膮ce i wielce o偶ywiaj膮ce wsp贸艂czesn膮 humanistyk臋, dystansowa艂em si臋 wi臋c od nich wy艂膮cznie jako praktyk, bo w bezpo艣redniej pracy s膮 chyba t艂umaczowi mniej przydatne. Nawet dog艂臋bna znajomo艣膰 teorii literatury nie uczyni dobrego pisarza z beztalencia, a dobra znajomo艣膰 teorii przek艂adu nie zapewni nikomu t艂umaczeniowego mistrzostwa 艣wiata. Teoria mnogo艣ci w艂a艣ciwie od razu jest ju偶 jej praktyk膮, ale przek艂ad, zw艂aszcza literacki, to na szcz臋艣cie nie matematyka, tutaj wi臋c jestem sceptyczny wobec wszelkich regu艂 i zasad, bo one zmieniaj膮 si臋 w czasie, s膮 relatywne i chwiejne 鈥 przede wszystkim jednak w literaturze wi臋kszo艣膰 z nich do艣膰 cz臋sto mo偶na albo wr臋cz warto 艂ama膰. W og贸le nie ufam kategorycznym zakazom i nakazom, a ju偶 szczeg贸lnie w sztuce.

Dekalog Ani Wasilewskiej jest normatywnym zbiorem przekona艅 wybitnej t艂umaczki, wszyscy 艂amiemy go jednak na co dzie艅 chyba r贸wnie cz臋sto, jak kodeks Moj偶eszowy, cho膰 warto si臋 z nim zapozna膰 i trzyma膰 si臋 go tam, gdzie mo偶na to zrobi膰 bez uszczerbku dla t艂umaczonego tekstu, czyli poniek膮d bez grzechu. Wi臋c nie, nie dorobi艂em si臋 swojej teorii przek艂adu i na pewno ku uldze wielu teoretyk贸w nie zamierzam si臋 ni膮 zajmowa膰 w przysz艂o艣ci 鈥 a gdybym si臋 nawet zaj膮艂, to by艂aby to najpewniej teoria wyj膮tk贸w. Pracuj膮c nad 鈥濽lissesem鈥 przekona艂em si臋 ju偶 jednoznacznie, 偶e na p艂aszczy藕nie literackiej nie ma takiego przykazania, kt贸rego bym w t艂umaczeniu nie naruszy艂, nie wy艂膮czaj膮c sz贸stego. Na艣wietlaj膮c spraw臋 z nieco innej strony, mo偶na wi臋c dosy膰 偶artobliwie powiedzie膰, 偶e t艂umaczowi niby niczego nie wolno, ale wszystko mo偶e. 

Pytam o w艂asn膮 teori臋 przek艂adu, bo wydaniu nowego 鈥濽lissesa鈥 towarzyszy wspomniana ksi膮偶ka 鈥炁伱砫藕 Ulissesa鈥, kt贸r膮 pisa艂e艣 r贸wnolegle do przek艂adu Joyce鈥檃, a kt贸ra jest szczeg贸艂ow膮 analiz膮 struktury powie艣ci, postaci, wydarze艅, ale tak偶e przedstawieniem konkretnych dylemat贸w t艂umacza, problem贸w, kt贸re musia艂e艣 pokona膰. Jak brzmia艂aby podstawowa rada dla tych, kt贸rzy przygl膮daj膮c si臋 efektom Twojej pracy, analizuj膮c podj臋te decyzje, chcieliby mierzy膰 si臋 z r贸wnie trudnym od strony lingwistycznej czy strukturalnej autorem albo po prostu dopiero zacz膮膰 si臋 zajmowa膰 przek艂adem literatury pi臋knej?

Podstawowa rada jest chyba taka, 偶e za t艂umaczenie odpowiada t艂umacz i 偶e nie mo偶e si臋 ba膰 tej odpowiedzialno艣ci, zw艂aszcza je艣li kompetentnie mierzy si艂y na zamiary. Nie da si臋 dobrze, to znaczy 鈥 w moim poj臋ciu 鈥 pi臋knie, t艂umaczy膰 na kolanach, tak jak nie da si臋 dobrze, to znaczy pi臋knie, t艂umaczy膰 z pozycji kogo艣, kto na kolanach chodzi sam przed sob膮, wszystko wie lepiej od innych t艂umaczy, a nawet autora, i z g贸ry narzuca mu swoj膮 wizj臋 przek艂adu 鈥 a t艂umacze, kt贸rzy mniej lub bardziej 艣wiadomie zajmuj膮 takie stanowisko, cho膰 nigdy si臋 do tego przyznaj膮, zdarzaj膮 si臋 zaskakuj膮co cz臋sto. 

Wed艂ug mnie zatem t艂umacz potrzebuje tyle samo pokory i skromno艣ci, ile 艣mia艂o艣ci i odwagi. Powinien zna膰 swoj膮 warto艣膰, ale i umie膰 skromnie si臋 uczy膰 od innych, i to do ko艅ca 偶ycia. Dobrze jest zatem si臋ga膰 do innych przek艂ad贸w danego utworu, o ile takowe istniej膮, posi艂kowa膰 si臋 literatur膮 przedmiotu, je偶eli dzie艂o zd膮偶y艂o ni膮 obrosn膮膰, a tak偶e korzysta膰 z rad kole偶anek i koleg贸w po fachu, nie ba膰 si臋 w膮tpliwo艣ci, waha艅 ani weryfikacji w艂asnych s膮d贸w, przyznawa膰 si臋 do b艂臋d贸w i korygowa膰 je, je艣li kto艣 je nam wska偶e, nie traktuj膮c ich jak ujmy na honorze.

Poza tym zw艂aszcza w przypadku utwor贸w trudnych i nieszablonowych j臋zykowo warto podejmowa膰 ryzyko, kusi膰 si臋 o w艂asn膮 oryginalno艣膰, oczywi艣cie mo偶liwie jak najbardziej zgodn膮 z duchem orygina艂u. No i pami臋ta膰 o tym, 偶e przek艂ad literacki to nie s艂ownik poprawnej polszczyzny, 偶e fikcyjni bohaterowie w przek艂adach nie powinni m贸wi膰 wszyscy 鈥瀓ak z ksi膮偶ki鈥, chocia偶 s膮 ksi膮偶kowi, tylko tak, jak ka偶e im m贸wi膰 autor oraz ich wykszta艂cenie, p艂e膰, wiek, zainteresowania i wszystkie inne czynniki, jakie nale偶y wzi膮膰 tu pod uwag臋. Przyk艂ad? Je偶eli czytamy w t艂umaczeniu wypowied藕 ma艂ej dziewczynki, brzmi膮c膮 w oryginale: 鈥濿hen I was a little girl鈥, po polsku za艣 鈥濳iedy by艂am ma艂膮 dziewczynk膮鈥, to oczywi艣cie przek艂ad jest i wierny, i poprawny, ale naturalniej i autentyczniej, 鈥瀙i臋kniej鈥, chocia偶 mniej poprawnie j臋zykowo,  mo偶na by go zapewne odda膰 w formie 鈥濲ak by艂am ma艂a鈥︹. 

Warto tak偶e 膰wiczy膰 sobie r臋k臋, a wi臋c t艂umaczy膰 teksty r贸偶ne stylistycznie i gatunkowo, wsp贸艂czesne i historyczne. A tak偶e du偶o czyta膰, podgl膮da膰 i pods艂uchiwa膰 robot臋 innych pisarzy i t艂umaczy, cho膰 ostatecznie polega膰 jednak na sobie. W tym zawodzie potrzebna jest cierpliwo艣膰, wytrwa艂o艣膰, odporno艣膰 na stres i krytyk臋, umiej臋tno艣膰 pracy w samotno艣ci, kreatywno艣膰 i wiele innych cech, kt贸rych raczej nie mo偶na si臋 nauczy膰, trzeba zatem w pewnym momencie odpowiedzie膰 sobie na pytanie: czy ja na pewno si臋 do tego nadaj臋? Je偶eli b臋dziemy mieli podejrzanie du偶o w膮tpliwo艣ci, to mo偶e lepiej poszuka膰 innego zaj臋cia 鈥 jest tyle innych pi臋knych zawod贸w na 鈥瀟鈥濃 

Rozwa偶y艂by艣 powr贸t na uczelni臋, by prowadzi膰 teraz seminarium z 鈥瀐istorii przypadku鈥 maj膮c t臋 prac臋 za sob膮 (wiem, 偶e w 2011 prowadzi艂e艣 ju偶 na kulturoznawstwie U艁 zaj臋cia z przek艂adu 鈥濽lissesa鈥), czy chcesz ju偶 rzuci膰 si臋 w inn膮 prac臋, w innego autora 鈥 je艣li tak, to o czym konkretnie my艣lisz, w czyj膮 stron臋 spogl膮dasz?

My艣lisz chyba o historii przek艂adu 鈥 ale 鈥濽lissesa鈥 czy powszechnej? Nie ma to jednak znaczenia, bo na uczelni臋 raczej ju偶 nie wr贸c臋, mo偶e tylko okazjonalnie w charakterze go艣cia, poniewa偶 czasem zapraszaj膮 mnie wci膮偶 r贸偶ne uniwersytety, jak ostatnio Wroc艂awski czy Jagiello艅ski. Bardzo si臋 z tego ciesz臋, lubi艂em i lubi臋 student贸w, mam dobre wspomnienia ze studi贸w i pracy na U艁, ale za m艂odszych lat pracowa艂em te偶 du偶o w prywatnych szko艂ach, dawa艂em korepetycje i chyba ju偶 wyczerpa艂em swoj膮 wytrzyma艂o艣膰 dydaktyczn膮. Poza tym nie mia艂bym teraz czasu na jak膮kolwiek prac臋 etatow膮 鈥 mam za du偶o zaj臋膰 przek艂adowych i pisarskich, do kt贸rych zaliczam mi臋dzy innymi udzielanie wywiad贸w, gdy偶 w dobie internetu i poczty elektronicznej odpowiedzi pisze na og贸艂 przecie偶 鈥瀞zpiegowany鈥, a nie sam 鈥瀢ywiadowca鈥.

Nie musz臋 si臋 wi臋c rzuca膰 w inn膮 prac臋, pracuj臋 ca艂y czas. Za du偶o by tu wymienia膰, je偶eli chodzi o plany, ale nie licz膮c kilku pomniejszych, cho膰 bardzo dobrych tytu艂贸w, najbardziej absorbuje mnie w tej chwili nowy przek艂ad 鈥濶ostroma鈥 Conrada, kt贸ry uka偶e si臋 chyba gdzie艣 w 2024 roku. Jest tak偶e jedna bardzo wybitna, klasyczna ju偶 dzi艣, a niemal wcale u nas nieznana powie艣膰 p贸藕nego modernizmu, kt贸rej tytu艂u z r贸偶nych powod贸w nie chc臋 na razie podawa膰, ale na kt贸r膮 ostrz臋 sobie z臋by ju偶 od wielu lat i wygl膮da na to, 偶e wreszcie w przysz艂ym roku (2022) b臋d臋 m贸g艂 do niej usi膮艣膰. Wcze艣niej by艂o to niemo偶liwe mi臋dzy innymi dlatego, 偶e m贸j wydawca nie m贸g艂 zdoby膰 na ni膮 praw wydawniczych. 

Zapewne jest liczne grono, powiedzmy og贸lnie, czytelnik贸w, kt贸rzy s膮 mocno przyzwyczajeni do przek艂adu S艂omczy艅skiego, odbieraj膮 go jako 鈥瀒ch鈥 przek艂ad, albo takich, kt贸rzy nie lubi膮 zmian, lubi膮 to, co znane. By膰 mo偶e b臋d膮 oni czytali Tw贸j przek艂ad 鈥濽lissesa鈥 szczeg贸lnie krytycznie i drobiazgowo. To sytuacja, kt贸ra dotyczy wszystkich t艂umaczy, kt贸rzy dokonuj膮 鈥瀦amachu鈥 na 鈥炁泈i臋to艣ci鈥. Co mo偶na im powiedzie膰, co Ty by膰 chcia艂 im powiedzie膰? 呕e ka偶dy kolejny przek艂ad jest tak naprawd臋 poszerzeniem polszczyzny? Co jest sednem przek艂adu, Twoim zdaniem? 

No tak鈥 Jak mo偶e mi si臋 podoba膰 przek艂ad, kt贸rego nigdy wcze艣niej nie czyta艂em鈥 W przypadku takich pyta艅 nieustannie powtarzam, 偶e to dobrze, je偶eli czytelnik mo偶e wybiera膰 pomi臋dzy przek艂adami, 偶e mo偶e je por贸wnywa膰 i zestawia膰 ze sob膮. Na takim dialogu ksi膮偶ek polega przecie偶 sens literatury, a ka偶dy nowy przek艂ad to zaproszenie do wzbogacaj膮cej obie strony rozmowy. Szanuj臋 wszystkich mi艂o艣nik贸w t艂umaczenia S艂omczy艅skiego, cho膰 oczywi艣cie chcia艂bym bardzo, 偶eby i m贸j przek艂ad doczeka艂 si臋 swoich odbiorc贸w i obro艅c贸w. A czytelnikom, dla kt贸rych pierwsze polskie t艂umaczenie 鈥濽lissesa鈥 jest 鈥瀒ch鈥, mog臋 powiedzie膰 tylko tyle, 偶e doskonale to rozumiem i 偶e podziwiam wielk膮 prac臋 swojego imiennika, z kt贸rym we w艂asnym przek艂adzie pr贸buj臋 w艂a艣nie rozmawia膰 i dyskutowa膰, a nie si臋 awanturowa膰. Pisz臋 zreszt膮 na ten temat obszerniej w 鈥炁乷dzi Ulissesa鈥, gdzie polemizuj臋 miejscami ze S艂omczy艅skim, ale i oddaj臋 mu szczery, kole偶e艅ski ho艂d. 

Poszerzeniem polszczyzny jest albo powinien by膰 chyba ka偶dy przek艂ad. A sednem przek艂adu, je偶eli mo偶na na tak postawione pytanie odpowiedzie膰 jednym s艂owem, wydaje mi si臋 nowe odczytanie orygina艂u. M贸wili艣my po艣rednio o tym ju偶 wcze艣niej. W praktyce jest ono zawsze autorskie jako interpretacja S艂omczy艅skiego, 艢wierkockiego, Lisieckiej i tak dalej, dlatego dop贸ki ksi膮偶ki t艂umaczy膰 b臋d膮 ludzie, nigdy nie dostaniemy dw贸ch takich samych 鈥濰amlet贸w鈥, 鈥濸roces贸w鈥 czy 鈥濸rzyg贸d dobrego wojaka Szwejka鈥. Wi臋c niech czytelnik wybiera i niech interpretuje razem z t艂umaczami. M贸wi臋 to w momencie, kiedy nowy 鈥濽lisses鈥 z przycumowan膮 do niego swoj膮 鈥炁乷dzi膮鈥︹ trafi艂 do ksi臋gar艅 i niemal natychmiast wzbudzi艂 spore emocje. Obie ksi膮偶ki trafi艂y po dw贸ch dniach na Allegro, a pierwszy nak艂ad t艂umaczenia zosta艂 wyczerpany po tygodniu.

Je偶eli nowe t艂umaczenie klasyki mo偶e wywo艂ywa膰 dzisiaj takie reakcje i je艣li komu艣 wydaje si臋 ono potrzebne, to chyba jest jeszcze jaka艣 nadzieja dla literatury oraz ludzi my艣l膮cych, dla kt贸rych pi艣miennictwo to spos贸b autorefleksji, artystyczne narz臋dzie poznania, samopoznania, a tak偶e dialogu, zbli偶enia, porozumienia 鈥瀙onad podzia艂ami鈥, rasami, narodami, wiekiem czy p艂ci膮. Wynika艂oby z tego, 偶e przek艂ady, tak偶e jako pe艂noprawne dzie艂a literackie, powinny 艂膮czy膰, nie dzieli膰, w rzeczywisto艣ci jednak r贸偶nie z tym bywa. Ja w ka偶dym razie czuj臋 si臋 d艂u偶nikiem, a nie antagonist膮 S艂omczy艅skiego albo mi艂o艣nik贸w jego przek艂adu. 

Rozmawia艂: 艁ukasz Kaczy艅ski, Kalejdoskop Kultury

Redakcja: Centrum Komunikacji i PR U艁 
 

ul. Narutowicza 68, 90-136 艁贸d藕
NIP: 724 000 32 43
KONTAKT鈥嬧赌嬧赌嬧赌嬧赌嬧赌嬧赌

© 91滴滴 2026