Dr Niemcewicz zwraca uwagę, że mróz może wprawdzie uszkadzać komórki, np. poprzez kryształki lodu, które naruszają ich błony, ale część mikroorganizmów potrafi się przed tym bronić, wytwarzając substancje chroniące przed zamarzaniem. W przypadku wirusów mechanizm jest jeszcze inny. Nie mają one własnego metabolizmu, więc nie da się ich „zabić” zimnem tak, jak żywe komórki. Co więcej, wirusy potrafią długo zachować aktywność w zamrożeniu, dlatego w laboratoriach przechowuje się je w bardzo niskich temperaturach.
Na pytanie, co jest najbardziej odporne na mróz, dr Niemcewicz odpowiada jednoznacznie:
– Bakterie przetrwalnikujące, czyli np. z rodzaju Bacillus czy Clostridium, wykazują najwyższą odporność na mróz. Tworzą one endospory – specjalne formy przetrwalne o wyjątkowej odporności. Dodaje, że wirusy także bywają bardzo odporne na zimno, ale najmniej „zimnolubne” są zwykle formy aktywne (wegetatywne) bakterii i grzybów, m.in. dlatego, że w ich komórkach jest dużo wody, a zamarzanie może je mechanicznie uszkadzać.
Skoro mróz nie „czyści” środowiska z patogenów, dlaczego zimą częściej chorujemy na infekcje wirusowe? Dr Niemcewicz wskazuje kilka nakładających się przyczyn. Niższa temperatura sprzyja stabilności części wirusów (zwłaszcza otoczkowych), a zimowe, suche powietrze ułatwia unoszenie się zakaźnych aerozoli. Do tego dochodzi wpływ zimnego i suchego powietrza na drogi oddechowe.
– „Suche, zimne powietrze upośledza mechanizmy obronne nabłonka oddechowego… Prowadzi to do mikrouszkodzeń błony śluzowej…”. Istotne są też czynniki „ludzkie”. Zimą częściej przebywamy w zamkniętych pomieszczeniach, dłużej i bliżej siebie, często przy słabszej wentylacji
– dodaje dr Marcin Niemcewicz, zwracając też uwagę na mniejszą ekspozycję na promieniowanie UV, a także sezonowe zmiany związane z witaminą D.
A co z wietrzeniem pościeli na mrozie? Badacz podkreśla, że nie jest to dezynfekcja. Taki zabieg może mieć pewne znaczenie higieniczne – np. ograniczać roztocza i poprawiać komfort, ale nie zastępuje prania, mycia ani metod dezynfekcji chemicznej lub termicznej. Największy błąd polega na przekonaniu, że „wystarczy przemrozić i problem znika”. Jak dodaje, zamrożenie może jedynie zatrzymać aktywność drobnoustrojów, a po rozmrożeniu wracają one do swojego działania.
W skrócie: mróz bywa pomocny jako element domowej higieny, ale nie daje gwarancji bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Wietrzenie pościeli może poprawić komfort, jednak, jeśli celem jest realne ograniczenie drobnoustrojów – potrzebne są metody, które faktycznie je eliminują, a nie tylko „usypiają”. Morał? Mamy i babcie mają rację, że warto wynieść pościel na mróz – tylko nie po to, żeby „zabić zarazki”, ale żeby ją odświeżyć.
Ѳٱł: dr Marcin Niemcewicz z
Redakcja: Kacper Szczepaniak, Centrum Komunikacji Marki UŁ